Wyjazd na Mazury
niedziela, czerwiec 29th, 2008
Właściwie trudno to nazwać wyjazdem, raczej wyskokiem, bo spędziliśmy tam tylko wczorajsze popołudnie, noc i dzisiejszy ranek, ale i tak warto było. Okolice, w których byliśmy były tak piękne, że aż dech zapierało. Zielone lasy i łąki dookoła, przebłyskujące między drzewami błękitne jezioro. Żadnego hałasu, zero samochodów, warkotu i spalin, tylko szum drzew i śpiew ptaków. Widziałam masę bocianów, szybujące z rozłożonymi skrzydłami nad łąkami robiły niesamowite wrażenie. W czasie gdy mój mąż wypłynął na ryby, poszłam na długi, samotny spacer. Miałam szansę ponapawać się bliskością przyrody, zapachem polnych kwiatów, widokiem lisa przemykającego skrajem pola, chmurą szarych ptaszków wzbijającą sie co chwila spośród bruzd, a potem nurkujących znowu w poszukiwaniu pożywienia. Do powrotu skłonił mnie w końcu wzrok byka leżącego przy drodze, który zdawał się mówić: jeszcze krok, a zginiesz! Na działkę wróciłam czując, że akumulatory doładowałam do maximum
Wieczorem było ognisko i grill - udało mi się podziabać siekierką kilka gałęzi. Kiełbaska smakowała wybornie. Na szczęście pomysł skoków przez ognisko nie został zrealizowany
Noc też należała do wyjątkowych, bo spędziłam ją z Łukaszem w mikroskopijnym niebieskim namiocie ochrzczonym mianem “chatki smerfów”. Rano potrzebowaliśmy oboje trochę czasu, aby rozprostować obolałe kości ;). Ciężko było się żegnać i wyjeżdżać. Dla nas, Warszawiaków, takie miejsce to prawdziwy raj.
Aniu, Igorze - dziękujemy za przecudne chwile :*